Legenda o tajemniczych dzwonach

Noemi
Nowy*
Nowy*
Posty: 5
Rejestracja: pn lip 27, 2020 6:03 pm

Legenda o tajemniczych dzwonach

Post autor: Noemi »

Miało to miejsce ponad dwieście lat temu, kiedy biskupie miasto Bodzentyn nawiedziła epidemia cholery. Mieszkańców ogarnęła panika i popłoch. Ludzie umierali na ulicach. Niektórzy porzucali swe miejsce zamieszkania i przenosili się do lasów. Były to czasy, gdy epidemię uważano za karę Boską, zesłaną za złe postępowanie. Ludzie okropnie umierali i próbowano wszelkich środków, aby tylko wyleczyć się z choroby i wygrać z epidemią. Ratowano się radami znachorów, którzy tak naprawdę nie mieli żadnego pojęcia i wykształcenia, związanego z medycyną. Lekarzy nie było pod dostatkiem. Trzeba było udać się do większego miasta by znaleźć choć jednego medyka. Innym sposobem na odgonienie zarazy było stawianie krzyży, sprowadzanie Świętych relikwii, noszenie amuletów. Innym sposobem było podrzucanie zwłok zmarłych na cholerę do innego miasta - miało to "zniechęcić" zarazę i zapewnić jej odejście. Według legendy pewna rodzina bodzentyńska uciekła z miasta z całym swym majątkiem i osiedliła się na Miejskiej Górze, tak zwanej Stawianej. Końcem lata, kiedy kończyła się żywność, dziadek Filip postanowił udać się po warzywa rosnące w pobliżu murów miejskich miasta. Nagle, w drodze, zobaczył nad murami zjawiskową tęczę. a gdy podszedł bliżej ujrzał na murze miejskim postać Matki Boskiej z Dzieciątkiem, która w swej dobroci machała ręką do mile zaskoczonego dziadka Filipa. Starszy pan uklęknął i pobożnie odmówił "Ave Maria", następnie pacierz. Kiedy widzenie znikło, dziadek Filip wszedł do miasta przez Bramę Opatowską i uradowany zobaczył, że zaraza cholery się skończyła i wszystko powraca do normalności. Kiedy wracał z rodziną i sąsiadami, nagle zaczęły bić tajemnicze dzwony, ale ich donośny ton nie wywodził się z okolicznych kościołów. Mieszkający w Bodzentynie uznali to za cudowny znak, kończący epidemię. Biskup zarządził w kościele na tą cześć adorację Najświętszego Sakramentu na tygodniu oraz modlitwy w kościołach. Bodzentyn nie miał jednak szczęście w historii do ostatecznego pozbycia się zarazy na dobre. Dokumenty stanowią, że w 1815r. pojawił się tyfus, w 1837r. epidemia cholery, w 1855r. epidemia tyfusu, w 1915r. epidemia cholery. Z tymi chorobami walczyli w tych czasach medycy i aptekarze.
[kymen.pl]

Greta
Adept*
Adept*
Posty: 54
Rejestracja: ndz maja 03, 2020 5:02 pm

Re: Legenda o tajemniczych dzwonach

Post autor: Greta »

Niestety przez długie wieki ludzie chorzy nie mieli dostępu do opieki medycznej. Nie było dostatecznej ilości lekarzy, jak napisałaś, ponadto poziom medycyny był niski i nie znano lekarstw na wiele chorób. Powszechność dostępu do lekarza była bardzo niska czyli tylko nieliczni, powiedzmy - elita - mieli między innymi pod tym względem lepiej. Niemal całą "sztukę medyczną" dzierżyli znachorzy-zielarze lub duchowni. Kościół skutecznie opóźniał rozwój medycyny, gdyż było to dla niego korzystne ze względu i na profity i na wysoką pozycję wśród ludu, w tym zaufanie. Szerzyły się w związku z tym zabobony, odprawiano wszelkiego rodzaju gusła i obrzędy "odpędzające" złe moce. Kościół wmawiał ludziom, że przyczyną np. zarazy jest grzech czyli jest to kara za złe uczynki. W obliczu powszechnej niewiedzy i braku wystarczających badań naukowych takie wytłumaczenie było "jedynie słuszne", biorąc pod uwagę podporządkowanie lwiej części społeczeństwa religii jako największemu autorytetowi moralnemu i intelektualnemu. Skutki wstecznictwa myśli czyli trwającej wiele wieków ciemnoty odczuwamy niestety do dziś. Pomimo ogromnego postępu nauk medycznych, wciąż istnieją obszary zaniedbane. Jednym z nich jest wirusologia. Jest to przyczyną faktu, że proces wynalezienia leku, szczepionki na koronawirusa trwa tak długo. Oczywiście jest to nie jedyny powód, ale ten jest fundamentalny. Niby wiele o tej zarazie wiemy, ale wciąż dopływają informacje nowe i zaskakujące, np. wykryta obecność w wodzie pitnej w Paryżu. Wiadomo także, że ludzie wyleczeni nie są już w pełni zdrowi czyli choroba ta nawet po ustąpieniu pozostawia trwałe ślady. U dorosłych w płucach, a u dzieci w sercu. Gdyby nie te długotrwałe zahamowania, być może już dawno byłby na to skuteczny lek. Dopóki go jednak nie będzie, życie nie wróci do normalności.
[kymen.pl]

ODPOWIEDZ